Prymas Wyszyński nieznany

Dostępność: brak informacji
Cena: 24,90 zł 24.90
ilość szt.
dodaj do przechowalni

Opis

ks. Bronisław Piasecki, Marek Zając
Ojciec duchowy widziany z bliska

Wspomnienia ks. Bronisława Piaseckiego, ostatniego kapelana Prymasa Stefana Wyszyńskiego, a tym samym człowieka należącego do liczącego zaledwie kilka osób kręgu najbliższych współpracowników Kardynała – to książka absolutnie unikatowa. Przede wszystkim przynosi wiele historii dotychczas nieznanych i nigdy niepublikowanych: począwszy od przedwojennej działalności ks. Wyszyńskiego, przez posługę biskupa lubelskiego i pierwsze lata Prymasostwa, okres aresztowania i Millenium – aż po lata 70. i czas „Solidarności”. Poznajemy m.in. kulisy watykańskich rozmów kard. Wyszyńskiego czy przebieg spotkań w cztery oczy z najwyższymi włodarzami PRL, Władysławem Gomułką i Edwardem Gierkiem. Książka ta stanowi niezwykle cenne uzupełnienie nie tylko biografii Prymasa Tysiąclecia, ale także historii Polski i Kościoła w XX wieku.

 

Przed laty, do mojej rodzinnej parafii przybyli franciszkanie, obejmujący placówkę po latach duszpasterzowania tam diecezjalnych kapłanów. Trzej ojcowie od pierwszej chwili „łapiący kontakt” z parafianami i czwarty – przełożony domu i proboszcz. Gwardian był z typu milczków, którzy jednym chłodnym spojrzeniem potrafią usadzić rozmówcę na miejscu. Miałam 15 lat, odciski od gitary na palcach i „nic co franciszkańskie nie było mi obce”. I tylko spotkawszy proboszcza przemykałam chyłkiem, coś plotąc trzy po trzy. Taki wzbudzał respekt. Kiedy o nim myślałam, widziałam wyprostowanego jak struna zakonnika, sprawnego administratora, trzymającego nitki parafialnych spraw silną ręką. Kiedy „pierwsi ojcowie” zmieniali placówkę, żegnałam trzech z nich z łezką w oku. Po proboszczu nie płakałam. Myślałam: Uf! Nareszcie przyjdzie ktoś bardziej kontaktowy.

Po kilku latach pojechałam na franciszkańskie spotkanie do katowickich Panewnik. Gnałam kalwaryjską dróżką na konferencję, mocno spóźniona i nagle trach! Wpadłam na kogoś. Odskoczyłam z przepraszającym „bananem” na ustach i... uśmiech zblakł w jednej chwili. Przede mną stała sztywna postać dawnego proboszcza. No świetnie! Są tu dziesiątki zakonników, a ja musiałam gruchnąć w jedynego franciszkanina, za którym nie przepadam? I teraz się człowieku tłumacz, przepraszaj. Zanim zdążyłam wykrztusić słowo, mój „Iwan Groźny” spojrzał bacznie i nagle jego surową twarz rozpromienił szczery uśmiech: „Kogo ja widzę? Sylwia! Przyjechałaś z Torunia? Co słychać? Dalej chodzisz na spotkania? To świetnie. Muszę lecieć, ale jak się uda to podejdę do Was wieczorem i pogadamy o starych, dobrych czasach. To na razie!”

Odszedł, a ja patrzyłam za nim wybałuszając oczy. Szczęka „leżała” gdzieś w trawie. Ktoś mi zdjął łuski z oczu i w jednej chwili odkryłam, że ten nieprzystępny i chłodny biurokrata ma swój rewers – drugą stronę medalu – prywatną, ciepłą. Dlaczego wcześniej tego nie spostrzegłam? Może musiało minąć kilka lat, może oboje musieliśmy znaleźć się w innej sytuacji, w relacji starych znajomych, a nie na hierarchicznych pozycjach proboszcz – parafianka. Mniejsza o to. Faktem jest, że w tym dniu ukułam własne znaczenie słowa rewers. Zrozumiałam, że oko może być złudnym obserwatorem, ucho potrafi chłonąć jak gąbka prawdy-nieprawdy, a z pozoru znajomą twarz można przez lata oglądać w krzywym zwierciadle uprzedzeń. Jeśli do tego dodamy jaszczurcze języki, „życzliwie” budujące fałszywy obraz tych, co to „na świeczniku”, to nie tylko nie odkryjemy rewersu, ale i awers prędzej czy później zaśniedzieje.

Polana otoczona rozłożystymi drzewami. Na drewnianej ławeczce rozsiadł się dobrotliwie uśmiechnięty kapłan. Iskierki radości w oczach, dłonie oparte na góralskiej ciupadze. W tle trwa zażarty mecz siatkówki rozgrywany w damsko-męskim gronie. Zerkam na tytuł: „PRYMAS WYSZYŃSKI nieznany”. Nie do wiary! Przecież Kardynał Stefan to niezłomny więzień Komańczy, ten od „Non possumus”. Pamiętam surową twarz ukrytą w dłoniach, kardynalski pierścień na szczupłej dłoni, przenikliwy wzrok. To Karol Wojtyła grywał w nogę i jeździł na nartach, a msze polowe sprawował na odwróconym kajaku. Prymas Wyszyński był jak posąg ze spiżu – niewzruszony, majestatyczny. Wertuję kartki, przeglądam czarno-białe fotografie i odkrywam rewers – głęboko uczuciową twarz Wyszyńskiego. Pozostając Prymasem Tysiąclecia, PRL-owskim więźniem politycznym, wychyla zza kart książki dopełniające całości oblicze pokornego kapłana, wiernego przyjaciela, sprawiedliwego przełożonego, duchowego mentora kardynała Wojtyły, zatroskanego o to, jakżeż się miewa Karol w dalekim Watykanie.

Książka nie na darmo nosi podtytuł „Ojciec duchowy widziany z bliska”. To przecież zapis rozmowy Marka Zająca z ks. Bronisławem Piaseckim, należącym do najbliższego grona współpracowników prymasa. Dotychczas niepublikowane fakty z życia Wyszyńskiego i unikalne, bardzo osobiste fotografie z prywatnego zbioru ks. Bronisława, sprawiają, że resetujemy dotychczasowe, często stereotypowe wyobrażenie o hierarsze Kościoła, na nowo odczytując jego postać, tak wielobarwną na tle trudnych czasów, zapisującą dramatyczne karty historii Polski, a jednocześnie tak bliską, pogodną, ojcowsko czułą. I chyba nikt trafniej nie mógłby streścić tej biograficznej opowieści niż sam jej bohater, którego słowa z 1949 r. przytacza autor w przedmowie: Nie jestem ani politykiem ani dyplomatą, nie jestem działaczem ani reformatorem. Jestem natomiast ojcem waszym duchowym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa. Posłannictwo moje jest kapłańskie, apostolskie, wyrosłe z odwiecznych myśli Bożych, ze zbawczej woli Ojca, radośnie dzielącego się swoim szczęściem z człowiekiem.

Sylwia Mazurczak

Dane techniczne

Format 13,5x21,5 cm
Ilość stron 250
Rodzaj oprawy twarda
Wydawca Wydawnictwo M
ISBN 9788380430815

Produkty powiązane

Opinie o produkcie (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl